Zaprzęgi
....to w zasadzie historia, która minęła, choć trudno przesądzić, czy na zawsze.
Nie ma bowiem nic cudowniejszego, niż gnać przez opustoszały las, w towarzystwie ukochanych psów oddając swoje bezpieczeństwo w ich łapy.
Wiatr smagający po twarzy, prędkość podnosząca adrenalinę do niecodziennego poziomu i podekscytowanie spowodowane poczuciem wolności, jakie się wtedy ma to coś, o czym marzę żeby poczuć na nowo.

Moją pierwszą jazdę zaprzęgiem "zaliczyłam" w 1994 roku, kiedy to eksperymentalnie zaprzęgliśmy z tatą psy, które wtedy mieliśmy do dyspozycji, czyli tzw. "starą gwardię" lub, jak to później nazywaliśmy "ekipę rekreacyjną". Nie były to prędkości zawrotne, jednak wystarczyły, aby dostarczyć nam solidnej dawki emocji.
Dwa lata później posiadaliśmy już dwa zaprzęgi, które regularnie startowały w zawodach- tata w klasie B1, ja- w klasie C1.

Skład mojego zaprzęgu był dość regularny, jeśli nie liczyć okresowych wymian psów, które z różnych przyczyn, w danym momencie, startować nie mogły.
Nigdy jednak, nie zabrakło w mojej ekipie, niezawodnego Bursztynka, który choć mocno czupurny, doskonale sprawdzał się, jako tzw. "wheel-dog".
Z początku, resztę ekipy tworzyło rodzeństwo Bursztyna - Bystra, Bajka, Bohun i Bjorn, które z czasem zastąpione zostały młodszymi psami, m.in. Trojką, Wesołą, Wanilią, Harnasiem (wszystkie z Coyoacan) oraz Kowbojem (Poor Lonesome Cowboy of Baker Lake).
Mimo, że treningi i starty w zawodach traktowaliśmy hobbystycznie, w sezonie 1996 - 1997 należeliśmy już do czołówki Polski, nierzadko stając na podium - zdarzało się, że i na najwyższym jego stopniu.
Czar prysł 1 stycznia 1998 roku, kiedy w wypadku, do którego doszło w czasie treningu, straciliśmy dwa młode psy, Trojkę i Czorcika.
Od tamtego czasu nic już nie było takie, jak kiedyś...
Ostateczny rozwód z zaprzęgami wzięłam w 2002 roku, kiedy opuściłam rodzinny dom - z jednym psem ciężko jest bowiem trenować, tym bardziej, jeśli nie jest się dobrym biegaczem.
Mam jednak nadzieję, że kiedyś dane mi będzie znów poczuć to, co czuje maszer,
kiedy staje na płozy sań...